Jacek Michał

czwartek, 3 lipca 2008

Nie wierzcie Geremkowi


Po odrzuceniu zawoalowanej eurokonstytucji w irlandzkim referendum, Prof. Lech Kaczyński, Prezydent RP, uznał za bezprzedmiotowe złożenie swojego podpisu pod traktatem lizbońskim. Decyzja wydaje się być w pełni logiczna w kontekście obowiązującej w Unii Europejskiej zasady jednomyślności wymagającej zgody wszystkich państw unijnych.

Taka prosta logika nie trafia jednak do wszystkich. Według Prof. Bronisława Geremka (aka Lewartow), posła w Parlamencie Europejskim z ramienia Partii Demokratycznej Demokraci pl, wprowadzenie traktatu wbrew woli Irlandczyków nie łamie ich prawa veta ponieważ traktat i tak przewidywał „uchylenie zasady jednomyślności za osiem-dziesięć lat” (Geremek: Traktat nie jest martwy, Gazeta Wyborcza z dn. 02 07 2008). Krótko mówiąc, zdaniem Geremka, niepodpisany jeszcze traktat już obowiązuje, a w niektórych aspektach działa z 10-letnim wyprzedzeniem. Zaiste, dziwaczną figurą prawną musi być ten dokument. Nie przeczytał go przecież ani jeden europejski polityk przed podpisaniem.

Bronisaw Geremek twierdzi, że traktat nie jest jeszcze martwy bo „obowiązuje zasada, że gdy zostanie ratyfikowany przez cztery piąte państw członkowskich, to Rada Europejska zastanawia się, co dalej”. Według Geremka, możliwy jest scenariusz, w którym „Rada Europejska proponuje procedurę, by traktat jednak wszedł w życie”. Tłumacząc na język bardziej przystępny, powyższy senariusz zakłada, że po podpisaniu traktatu przez 80% państw, Rada Europejska czyli głowy państw, z których zdecydowana większość opowiedziała się za traktatem, zadecydują o losie tego dokumentu. Łatwo się domyśleć jaki będzie wynik takiej dyskusji, w której osądu dokonują żywotnie zainteresowane strony.

Pomińmy swoistą wizję demokracji przedstawionej w powyższym scenariuszu przez filar Demokratów pl. Trudno jednak nie zadać pytania - Po co ta cała farsa z jakimiś referendami i głosowaniami? Nie prościej by to było zrobić wszystko jednym nakazem jak za Stalina?

Ano nie. Bo problem w tym, że tego „Stalina” jeszcze nie ma. I cała gra chyba idzie o to aby go stworzyć i ukonorować tytułem Prezydenta UE. I aby taki prezydent miał prawo wydawać nakazy. Uwolni to wtedy eurokratów od wielu ograniczań - będzie im się o wiele łatwiej rządzić. A jak za parę lat zniknie zasada jednomyślności, to już będą mogli robić co im się tylko żywnie zamarzy, nie bacząc na potrzeby mniejszych i biedniejszych krajów.

W końcówce wywiadu dla Gazety Wyborczej Geremek obwieszcza, że „od rana dzwonią do mnie dziennikarze i politycy europejscy zdumieni wypowiedzią prezydenta Kaczyńskiego, a ja tłumaczę im, by nie dramatyzować. Że to normalny spór prezydenta z premierem, że wszystko da się odwrócić i ostatecznie traktat będzie podpisany. Ale w głębi ducha nie jestem takim optymistą. Boję się decyzji Lecha Kaczyńskiego i sam zachodzę w głowę, co zrobić, by zmienił stanowisko”.

Innymi słowy, europoseł otwarcie przyznaje się do mówienia czegoś w co sam nie wierzy, czyli celowego wprowadzania w błąd sprzymierzeńców, z którymi mamy podobno wspólnie wzmacniać politycznie Europę. Według Geremka, taki proces unifikacji „daje nadzieję choćby na to, że Unia będzie prowadziła solidarnościową, spójną politykę energetyczną, co jest dla nas korzystne”. I w tym momencie nie można się dziwić, że u niektórych ludzi pojawiają się wątpliwości. Bo jak tu ufać człowiekowi, który bez mrugnięcia powieką, wręcz z zadowoleniem, ujawnia fakt szerzenie opinii, którym sam nie daje wiary. Nawet umiarkowani sceptycy i jednostki wręcz naiwne, mają podstawy podejrzewać Geremka, że w głębi ducha nie jest wcale takim wielkim optymistą, gdy maluje przed nami świetlaną wizję „solidarnościowej” Europy. Być może to tylko taki pic na wodę, fotomontaż w wykonaniu byłego członka PZPR (1950-1968), długoletniego sekretarz tej partii na Uniwersytecie Warszawskim, który podobno później w latach 70 i 80 zwalczał komunistów, aby w 2006 roku wejść z nimi ostatecznie w sojusz.

Źródło:
http://wyborcza.pl/1,75248,5416316,Geremek__Traktat_nie_jest_martwy.html